Autor Wiadomość
Laki1231 Ice Cream Sandwich będzie świetny, ale... Napisany: 19 Paź 2011 05:32 Ice Cream Sandwich będzie świetny, ale...   Postaw piwo autorowi tego posta




Piwa: 20/6
Ice Cream Sandwich będzie świetny, ale… Kilka słów o tym, że marketing nie jest kradzieżą



Dziś Google zaprezentował, podczas konferencji łączonej z Samsungiem, Ice Cream Sandwich, czyli czwartą wersję Androida. Myślę, że nowy system będzie sprawował się doskonale. Nawet pomimo braku przełomowych funkcjonalności może on okazać się sprawnym rywalem piątej odsłony iOS-a. Jednak tuż po samej prezentacji, podobnie jak wielu moich znajomych z branży, nie miałem takiego wrażenia. Dlaczego?

Przede wszystkim chciałbym na wstępie zaznaczyć, że bardzo lubię produkty Google’a. Są świetne i używam ich. Android ma niepodważalne zalety i oferuje wolność, której nie ma restrykcyjny iOS. Dzięki niej w wielu kwestiach daje użytkownikowi po prostu więcej. Jest jednak pole, na którym specjaliści z Mountain View chyba jeszcze długo nie będą dorównywać kolegom z niezbyt odległego Cupertino. Nie potrafią robić show.

Wiele osób nie docenia roli promocji. Dziś nikogo nie interesuje to, że Włoch Antonio Meucci skonstruował pierwszy telefon już w 1857 roku, dziewiętnaście lat przed szkockim wynalazcą Grahamem Bellem. Meucci pomimo pomysłu nie umiał pozyskać kogoś, kto zainwestowałby w jego przedsięwzięcie. Bell z kolei był człowiekiem obrotnym – z powodzeniem wypromował swój projekt na wielu pokazach i dogadał się z regionalnym Towarzystwem Naukowym, które przekazało mu astronomiczne kwoty na rozwój.



Prawda jest taka, że żeby wprowadzić zmianę, trzeba umieć ją sprzedać. Gdyby Iwan Iwanowicz Połzunow umiał w czas przekonać Katarzynę II, to on byłby uważany za wynalazcę maszyny parowej, nie James Watt. Przypadki podobne do wymienionych można odkrywać bez końca, a wniosek za każdym razem jest ten sam: promocja wynalazków przyspiesza ogólny rozwój technologiczny. Bez niej dobre pomysły nieraz umierały i czekały latami na wznowienie, by potem okazać się rewolucyjnymi.

Owszem, codzienny natłok materiałów promocyjnych bywa irytujący. Jednak nawet reklamy niosą ze sobą pewien ładunek informacyjny. Na gruncie polskim przykładem mogą być wczesne kampanie dawnej Idei, która musiała się promować w społeczeństwie nie znającym jeszcze telefonii komórkowej i świetnie sobie z tym wyzwaniem radziła, pokazując ludziom kolejne zalety nowego wynalazku.

Uważam, że w branży technologicznej marketing jest równie ważny, co sam wynalazek. Przekonanie do niego społeczeństwa stanowi ogromną część sukcesu. Wiele osób narzeka na to, że Apple jest nieuczciwy, bo na swoje produkty narzuca ogromną marżę i generalnie jest drogi. Kupując produkt nie płacimy jednak tylko za jego komponenty, marży nie należy naliczać odejmując jedynie ich cenę – zysk producenta pomniejszają także m.in. wydatki na reklamę (o kosztach pracy inżynierów, na których firma z Cupertino nie oszczędza, nie wspominając).

Nie oznacza to jednak, że płacąc wyższą cenę wyrzucamy pieniądze w błoto. Wręcz przeciwnie – przeznaczamy dodatkową część swoich funduszy na dwie rzeczy. Pierwszą z nich jest coś, co można wzniośle nazwać rozprzestrzenianiem idei. Nie neguję przy tym, że firmom to się opłaca, oczywiście ich pierwszorzędnym priorytetem przy planowaniu kampanii reklamowych zawsze jest pomnożenie zysków, nie edukowanie.

Drugą korzyścią kupującego jest pozyskanie jakiegoś pierwiastka prestiżu, choć tego często nie jesteśmy świadomi, nie obchodzi nas to lub nie chcemy się do tego jawnie przyznać. Kupując dobrze rozreklamowany produkt mobilny legitymizujemy nasze działanie i nadajemy mu zrozumiały charakter. Markowy produkt często jest postrzegany jako lepszy niż posiadający taką samą specyfikację techniczną, anonimowy odpowiednik dziwnego pochodzenia (oczywiście specjaliści w danej dziedzinie postrzegają sprawę trochę inaczej).



Po tym wstępie tłumaczącym mój punkt widzenia, chciałbym zaryzykować stwierdzenie, że Google po prostu nie umie tak dobrze sprzedawać swoich produktów, jak Apple. Gigant z Mountain View nie przywiązuje uwagi do detali, przez co jego prezentacja Ice Cream Sandwich mogła okazać się pewnym rozczarowaniem.

Po pierwsze jeszcze przed konferencją pojawiły się wycieki, które okazały się w pełni potwierdzone. Nowego Androida można było już wcześniej oglądać na YouTube i screenach. Podobnie w odniesieniu do Samsunga Galaxy Nexus – największą niespodzianką w całej specyfikacji był chyba… barometr. Rozumiem, że Google to duża korporacja, w której ciężko utrzymać niektóre rzeczy w tajemnicy, ale nie jest to niemożliwe.

Na samej konferencji skupiono się na suchym opisie funkcjonalności, bez obrazowych przykładów. Reżyser wydarzenia mógł rozłożyć akcenty inaczej, choćby kładąc nacisk na podkreślenie wydajności lodowej kanapki, która przecież będzie specjalnie przystosowana do obsługi dwurdzeniowych procesorów. Wystarczyłoby np. przedstawić trailer trójwymiarowej gry. Nie zaznaczono także dostatecznie wyraźnie możliwości, jakie niesie korzystanie z modelu obsługującego LTE.

Ze względu na to, że sam posiadam tablet na Honeycombie, szczególnie czekałem na jakieś informacje na temat ewentualnych aktualizacji. Moje nadzieje okazały się próżne – nikt nie wspomniał ani słowem o urządzeniach tego typu, pomimo iż niemal pewna jest kompatybilność nowej wersji systemu przynajmniej z częścią tabletów. Można było wspomnieć o nich chociaż jednym słowem i zrobić klientom nadzieję.

Rozumiem, że może jeszcze nie istnieć odpowiednia wersja na tablety, ale jednocześnie nie wierzę, że Google nad nią nie pracuję. Byłoby mi lżej, gdyby ogłoszono, że się ona pojawi, choćby w grudniu lub w następnym roku. Informacji takiej nie było, więc moje oczekiwania dalej skupione będą na… Windowsie 8. Nawet Microsoft podszedł do sprawy poważniej – pokazał swój system na wszystkich możliwych urządzeniach z aż rocznym wyprzedzeniem. W wypadku Androida dalej nie wiem, czy rozbicie na różne wersje systemów będzie się pogłębiać.



Bez większego splendoru zaprezentowano także pełną integrację z portalami społecznościowymi dowolnego wyboru. Apple połączenie nowej wersji iOS z samym tylko Twitterem rozdmuchał tak bardzo, że portal odnotował w pierwszych dniach trzykrotny wzrost liczby użytkowników napływających za pośrednictwem urządzeń mobilnych z Cupertino.

Na konferencji pokazano kilka zupełnie nowych funkcjonalności, jak np. odblokowywanie smartfona przy pomocy technologii rozpoznawania twarzy. Stało się jednak coś niedopuszczalnego: podczas prezentacji odblokowywanie tym sposobem nie powiodło się. Podobne niepowodzenia zdarzały się w czasie konferencji jeszcze kilka razy, co rzeczywiście sprawiało bardzo niepokojące wrażenie, że system jest jeszcze mocno niedopracowany (choć zapewne te drobne problemy w komunikacji z telefonem wynikały raczej z nieporadnej jego obsługi).

Nie chciałbym rozwijać już takich kwestii, jak sam sposób wypowiedzi i mowy ciała osób prowadzących prezentację, bo sam nie uważam się za wielkiego mówcę. Czynniki te jednak również wpływają na to, jak bardzo interesująca jest sama konferencja. Po prostu moim zdaniem intonacja m.in. Kevina Packinghama (który swoją drogą w Google jest świetnym ekspertem ds. innowacji) przypominała do złudzenia syntezator mowy.



Chcąc uzasadnić tezę, do której zmierzam, skupiłem się w tym wpisie na negatywnych elementach, co jest oczywiście niesprawiedliwe. Miała ona niewątpliwie wiele zalet. Przede wszystkim była krótka i konkretna. Zadziałały na mnie pozytywnie elementy takie, jak prezentacja Android Beam, czyli usługi opartej na radiowej komunikacji bliskiego zasięgu.

Pomimo to uważam, że Google niesłusznie ignoruje (lub lekceważy) aspekt organizacji swoich wydarzeń pod kątem sprzedażowym. Oczywiście mają tu także wiele do rzeczy czynniki zewnętrzne, czyli ogólna strategia firmy. Konkurencyjny iOS musi działać tylko na kilku urządzeniach, więc jego twórcy koncentrują się na dopracowywaniu kolejnych wersji pod określone modele smartfonów. Android natomiast stawia na ilość i chce ciągle powiększać swój zasięg.

To z oczywistych względów redukuje czas potrzebny na testy wszystkich telefonów, zwiększając ryzyko, że gdzieś pojawi się błąd. Pomimo to, Google mógłby odrobinę bardziej przyłożyć się w wypadku, gdy chce promować swoim systemem konkretne maszyny, jak Galaxy Nexus. Jak uważacie, czy gdyby to specjalistom z Mountain View powierzyć promocję debiutującego w 2010 iPada, czy też odniósłby on taki sam sukces, podbijając 80% rynku tabletów?

Autor:
Rafał Dubrawski – Public relations specialist w iTraff Technology (polska technologia rozpoznawania zdjęć, SaveUp), bloger, dziennikarz obserwujący rozwój technologii mobilnych. Interesują go przede wszystkim mobilne systemy operacyjne, szczególnie iOS i Android. Zainteresowani mogą znaleźć go także na Twitterze: @rddubrawski.

Źródło: komorkomania.pl

_________________


Podobne Tematy
Temat Forum Autor
Brak nowych postów

[2.0+] Ice Cream Sandwich Plus

Launcher imitujący wyglądem nowego Androida 4.0.

Aplikacje patrikos23
Brak nowych postów

Android Ice Cream Sandwich na PC

Newsy xJAmaTOx
Brak nowych postów

Ice Cream Sandwich na Nokii N9

Newsy Laki1231
Brak nowych postów

Ice Cream Sandwich uruchomiony na SGS!

Newsy Laki1231
Brak nowych postów

Android Ice Cream Sandwich na Wildfire

Newsy Laki1231
Brak nowych postów

Ice Cream Sandwich na 0,6% urządzeń z Androidem,

Galaxy Nexus sprzedany w liczbie ponad 700 tys. sztuk

Newsy Laki1231
Brak nowych postów

CyanogenMod 9 z Ice Cream Sandwich szykowany,

prawdopodobnie na styczen

Newsy Laki1231
Brak nowych postów

Pierwszy telefon z aktualizacją do Ice Cream Sandwich

Newsy Laki1231
Brak nowych postów

LG Swift 2X jednak z Androidem Ice Cream Sandwich

Newsy Laki1231
Brak nowych postów

LG Optimus U1 - nadchodzi pierwszy LG z Ice Cream Sandwich?

Newsy Laki1231